Kalwaria Zebrzydowska






Właściwie to sam nie wiem, jak by tu zacząć tę relację. No bo dlaczego Kalwaria? Dlaczego właśnie to miejsce? Naprawdę nie wiem. Może z sentymentu. Może zwyczajnie chciałem właśnie tam pojechać. Jakby nie spojrzeć, od mojej ostatniej tam bytności, minęło około 10 lat. Dokładnie nie pamiętam. Doskonale za to pamiętam jak starałem się na pamiątkę robić zdjęcia tego miejsca jakimś „pstrykaczem” marki KODAK, który po tej wyprawie zepsuł na dobre. Pamiętam też to, jakby dziś, gdy z niepokojem patrzyłem na licznik, uciekających klatek filmu, a miałem zaledwie dwie rolki filmu po 24 klatki każda. Ech, cóż to za dziwne czasy wtedy były. Dziś mam jakiegoś „pstrykacza”, ale cyfrowego, który to robi zdecydowanie lepsze zdjęcia. No i nie muszę się zastanawiać nad ilością zrobionych zdjęć. Co tu dużo mówić. Nowe czasy nam nastały.
Wracając do tematu. Ot, wpadłem na taki właśnie pomysł, aby tam pojechać. Cóż, niewątpliwie są na ziemi takie miejsca, gdzie z miłą chęcią powracamy i powracać będziemy. Kalwaria to jedno z takich miejsc. Przynajmniej dla mnie. Z poprzedniego wyjazdu, a był to mój pierwszy wyjazd do tego miejsca, zapamiętałem jedynie, że aby wszystko, no prawie wszystko zobaczyć, potrzeba ogromnych ilości czasu. Pamiętam też, że wiele z tego, co mogłem zobaczyć nie widziałem, bo skupiłem się na pilnowaniu aparatu i wolnej ilości klatek na kliszy, a Kalwaria Zebrzydowska ma wiele do pokazania. Mówiąc o Kalwarii, mam na myśli nie tylko klasztor OO. Bernardynów, ale to, co zostało zbudowane przez fundatora żyjącego w XVII wieku, czyli Mikołaja Zebrzydowskiego i jego następców. Oczywiście, mowa o rozsianych po okolicy kapliczkach, nawiązujących do układu drogi Krzyżowej Jezusa oraz tego, co było udziałem Matki Jezusa, Maryi. Nie mam zamiaru mówić o historii tego miejsca ani czym jest Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej, bo dowiedzieć się tego można dokładnie, chociażby ze strony oficjalnej, Sanktuarium Kalwaryjskiego. Opisać tu pragnę moją przygodę związaną z tym miejscem, a którą wtedy przeżyłem, co zaznaczam z naciskiem. Jest to raczej jak gdyby, sprawozdanie z odbytej wycieczki i niech tak to zostanie odebrane. Zanim tam pojechałem, powiedziano mi, że nie będę zadowolony. I rzeczywiście tak było, ale nie do końca. Faktem jest, że lubię dzikie, „pierwotne” tereny. Tam zmiany idą na całego, akurat w przeciwną stronę. Co zaczyna zalatywać komercją i mamoną. Mam na myśli nie tylko zasiedlanie terenów tuż przy dróżkach i namolne sprzedawanie wszystkiego co się da, ale też przesada w upiększaniu wszystkiego. Zresztą uważam, że podobnie stało się z Licheniem. Kiedyś surowy, naturalny, a dzisiaj, cukierkowy i przesłodzony. Pomny na te słowa oraz doświadczenia poprzedniej podróży, pojechałem wczesnym rankiem i zjawiłem się w Kalwarii około 8 rano. Pierwsze wrażenie było raczej pozytywne. Pięknie wyremontowany plac główny, piękne parkingi, nowe schody, balustrady, jakoś dało się to przeżyć. Gdy byłem tu 10 lat temu, to mniej więcej w miejscu gdzie stoję i robię pierwsze zdjęcie, widok był zgoła odmienny. Można było wjechać na sam plac bez problemu. Dziś się nie da tam dojechać, bo wszystko zagrodzone, a po bokach stoją ławeczki. Proszę zobaczyć zmiany. Od tego więc zacznę opis wyprawy.

Ogólny widok na plac przed bazyliką Droga od parkingów

Na początek trzeba było przywitać się z Gospodynią, więc udałem sie na chwilę do bazyliki. Po audiencji, rozpocząłem zwiedzanie sanktuarium, które odziwo, było dziś naprawdę szeroko otwarte. Krzątając się po budynku, natrafiłem na podest, na którym odbywają się przeważnie uroczystości „pod chmurką”. Jest to też punkt powrotu z dróżek Pana Jezusa oraz początek dróżek Matki Bożej. Trafię tu jeszcze 2 razy, gdy przejdę tymi dróżkami. Poniżej mamy widok na dróżkę Matki Bożej.

Wejście na drużki Matki Bożej

Po zaopatrzeniu się w stosowną mapę oraz zwiedzeniu samego sanktuarium, także po zrobieniu kilku fotek tu i tam, ruszyłem na dróżki, by zobaczyć to, co jest do zobaczenia i zobaczyć to, co zmieniło się, od mojej ostatniej bytności w tym miejscu.

Fragment bazyliki Jeden z bocznych ołtarzy Pomnik Jana Pawła II przed bazyliką

Na pierwszy ogień idzie... Parking, z zaparkowanym „Fiatolotem”. Dzielnie walczył z przeciwnościami na drodze, więc mu się należy. ;)

Fiatolot na parkingu

Napatrzywszy się, ruszamy na dróżki Pana Jezusa. Jako że tak było poprzednim razem, to nie ma co zmieniać planów. Słoneczko zaczynało przygrzewać milusio, a mgła opadać, temperatura w sam raz na wędrówkę. No to w drogę wędrowcy! A w zasadzie wędrowcze. Chyba? No... Będę opisywał wszystko, co widziałem, łącznie z budynkami. Jeśli ktoś zna, to niech sobie pomyśli, że jest tam właśnie tego pięknego dnia. ( 7.08.2007 ) Dodam, że najwięcej zawodu sprawiło mi to, że większość kapliczek, była pozamykana. Poprzednio, gdy tu byłem, większość miała szeroko otwarte drzwi. Przez co nie mogę pokazać tego, co chciałbym, a szkoda, bo naprawdę jest co. Pierwszą kapliczką na dróżkach Pana Jezusa, jest kaplica św. Rafała znajdująca się ma placu przed bazyliką. Oto ona.

Kaplica św. Rafała

Teraz naprawdę wyruszam na dróżki. Pierwsza fotka poniżej to jeszcze jeden widok na plac główny. Następna to alejka asfaltowa, ale nie dla ułatwienia poruszania się pielgrzymom, lecz jest to dojazd do prywatnej posesji, wyglądem przypominającej pałac. Nie pokażę, bo jeszcze by mnie ktoś oskarżył o naruszenie prywatności. Na szóstej, widać drut kolczasty „odgradzający” prywatność. Coby nie powiedzieć, przyznać muszę, że jest tu pięknie. Pewnie ktoś uważny zapyta; „Dlaczego pokazujesz takie miejsca”. Ano dlatego, że jest tu cicho i spokojnie. Ja za to, mieszkam na skrzyżowaniu dwóch bardzo ruchliwych ulic i mam dość już hałasu oraz szumu, który mnie otacza. Tam gdzie bywam, jest cisza wywołująca w mych zmęczonych uszach okropny gwizd. Dlatego wolę posłuchać świergolenia ptaków lub serenady cykad w trawie niż hałasu współczesnego świata. Tu akurat, gdzie robiłem te zdjęcia, miałem tylko piękne widoki i odgłosy natury. Czego nie doświadczyłem przez ostatnie co najmniej 4 lata.

Dojazd do świątyni Już na szlaku. Po prawej dodatkowy parking. Widoczek na południe To, co przeszedłem. Czyli widok za plecami
Między drzewami. Ale zielono! Fragment dróżki Widok po prawej Właśnie stamtąd przyszedłem

Jak każda droga, tak i ta prowadzi do jakiegoś celu. Pierwszym napotkanym obiektem na dróżce, stała się kapliczka św. Jana Nepomucena. Ze wstydem powiem jedynie... Nie znam tego świętego. To zapewne czas na poczytanie innej lektury, aniżeli czytanie głupawych portali internetowych?
(Jan Nepomucen: dodane 1.03.2008).

Kaplica św. Jana Nepomucena Wnętrze Kaplicy św. Jana Nepomucena

Zaledwie dziesięć kroków dalej, znajduje się kolejny obiekt dróżek. Jest nim Most Anielski, pod którym to przepływa rzeka, a raczej strumyk, o takiej samej nazwie jak w Jerozolimie. Oczywiście jest nim, Cedron. Bardzo miłym zaskoczeniem, była czysta woda oraz pływające ryby. Jak pamiętam, poprzednim razem tak nie było.

Widok z mostu na Cedron Most Anielski widziany od Cedronu Inne ujęcia mostu Anielskiego I jeszcze raz Most Anielski

Po chwili udałem się w dalszą drogę i trafiłem na Kapliczkę Pożegnania. Jak już mówiłem, większość obiektów była pozamykana. Próbowałem wprawdzie robić zdjęcia wnętrz kapliczek, ale wiele z nich nie wyszło zbyt dobrze. Dlatego prezentuję budynki w większości z zewnątrz. To wnętrze wyjątkowo mi się udało, więc mogę go spokojnie pokazać.

Kaplica Pożegnania widziana z drogi Wnętrze Kaplicy Pożegnania

Wszystkie budynki, jeśli była taka możliwość, obchodziłem dookoła, a nawet wchodziłem na ambonę, próbując wygłosić jakieś stosownie do miejsca, w którym byłem, kazanie. Tak... Oczywiście zachowując stosowną powagę. Dotychczasowa droga, nie była jakimś szczególnym wyzwaniem, jeśli chodzi o kondycję fizyczną. Od tego miejsca, zaczyna się to zmieniać. Bo tą drogą, zmierzam do Kościoła Grobu Matki Bożej. Potem będzie tylko pod górę.

Droga do Kościoła Groby Matki Bożej

Na kolejnych fotkach widzimy, front kościoła, wejście, ołtarz i organy. Bo o dziwo, schody na piętro nie były zamknięte. No to sobie zwiedziłem i piętro. Ostatnie zdjęcie to tył kościoła i droga, prowadząca do miejscowości Koło Grobku, w którym występują dwie blisko siebie położone kapliczki.

Kościół Grobu Matki Bożej Brama wejściowa do kaplicy Wnętrze Kaplicy Grobu Matki Bożej
Figurka Matki Bożej nad ołtarzem Organy w kaplicy Kaplica Grobu Matki Bożej od zaplecza

Wzniesienie to nosi nazwę Ogrojec, na którym znajduje się Kaplica Ogrójec.

Kaplica w Ogrójcu

Nieco niżej, znajduje się Kaplica Pojmania. I tu zatrzymałem się na dłużej. Dlaczego? Ech... Niech tak zostanie.

Kaplica Pojmania Wnętrze Kaplicy Pojmania

W tym miejscu, nieco zszedłem ze szlaku. Powodem tego jest obecność innych obiektów, tzw. towarzyszących, które też chcę pokazać. Jest ich raptem 6. Dwa z nich już były, tj. Kaplica św. Jana Nepomucena i most Anielski. Teraz by dotrzeć do kolejnego, trzeba bardzo stromym podejściem wejść do miejscowości, a właściwie wioski o nazwie, Koło Wniebowstąpienia. Tam na szycie góry jest, Góra Oliwna. Wiem, że to troszeczku zakręcone, ale tak jest. Tam z kolei znajduje się Kościół Wniebowstąpienia. Niestety, był zamknięty więc usiadłem sobie na ławeczce obok kościoła i podziwiałem przepiękne góry, lasy... I nowo budowane domy. Ech...

Droga za nami podczas wspinania Inny widok podczas wspinaczki
Koło Wniebowstąpienia i kaplica Widok jak siedziałem sobie przy kaplicy

Po powrocie na poprzednią trasę, po prawej stronie, mogłem ocenić mniej więcej, jak daleko zaszedłem, bo widać było wyraźnie bazylikę w Kalwarii.

Na wzniesieniu widoczna bazylika w Kalwarii Zebrzydowskiej

Zresztą naprawdę pięknie to wyglądało z tej perspektywy. Chociaż to nie jest najdalsze jeszcze „odejście”. Idąc dalej zbliżam się do kolejnego obiektu na tej dróżce, czyli do... Mostu na Cedronie. Będąc tutaj poprzednio, zrobiłem fotkę, balustrady i kapliczki znajdującej się na samym moście, więc pokażę może małe porównanie z tego miejsca. Jedyną zmianą, jaką zauważyłem, to kilka nowych domów, gdzie mieszkańcy, „pomagają” jak mogą, oferując kawę, herbatę, napoje z lodówki. Poza tym, jest tu zdecydowanie bardziej czysto.

Doszedłem do mostu na Cedronie Most na Cedronie

W niewielkiej odległości od mostu, trafiamy na Bramę Wschodnią, która jest jednym z kilku wspólnych elementów obu dróżek. Akurat, wtedy gdy tam byłem, trwały prace porządkowe, polegające na wycięciu pięknych i zdrowych drzew. Ręce opadają. Oczywiście brama pełni funkcję kaplicy, więc i wnętrze jest stosownie urządzone, co widać poniżej.

Brama Wschodnia Most na Cedronie widziany od Bramy Wschodniej Wnętrze Bramy Wschodniej

No cóż. Czas w drogę. Nadal idziemy pod górę, udając się do kolejnego obiektu towarzyszącego, który to zapamiętałem doskonale, a który często powracał w moich myślach. Jest to Betsaida. Pamiętam, kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem, była w strasznie opłakanym stanie. Powybijane szyby, zniszczone ściany, ogromne ilości śmieci w studni. Po prostu ze wszystkich obiektów, Betsaida wyglądała najgorzej. Tutaj niewielkie porównanie. A teraz ? Pięknie odnowiona i zadbana. Wstawiono też kraty i nie można wejść do środka. No cóż. Wolę ją widzieć zakratowaną niż zdewastowaną. Tu też chwilkę pobyłem.

Droga od Bramy Wschodniej Zwykły widoczek z drogi pielgrzyma Odnowiona Betsaida. I niech taka pozostanie. Studnia w Betsaidzie

Kolejnym miejscem, jakie znajduje się na dróżce Pana Jezusa, jest dom Annasza, a po nim dochodzi się do domu Kajfasza. Czyli jak to się mówi; „Gonić od Annasza do Kajfasza”. I to prawda. Bo zboczyłem z trasy. Czyli, pomyliłem się czytając mapę i musiałem szukać właściwej drogi. Inaczej mówiąc, zbłądziłem. W podziemiach domu Kajfasza znajduje się scena z biczowania Jezusa, a że drzwi były otwarte, to mam możliwość pokazania tego.

Dom Annasza Dom Kajfasza Scena z biczowania Pana Jezusa

Wioska, w której jestem to Bugaj, a góra na której stoją domy, to Góra Syjon. Kolejnym miejscem, do którego muszę się dostać to, Góra Moriah. Prowadzi do niej bardzo fajna alejka przez porastający zbocze las, w którym panuje miły chłód. Warto tędy iść bardzo powoli. Na górze znajduje się kilka obiektów blisko siebie położonych, o których powiem nieco później. Praktycznie od razu trafimy na Ratusz Piłata. Na zdjęciach poniżej, widać ratusz, razem z obiektem nazwanym święte Schody - Gradusy. Dlaczego taka nazwa? Nie wiem i nie będę dociekał. Hm... Nawet przewodnik niczego nie proponuje, no to i ja zachowam w tej sprawie milczenie. Jak to dawniej wyglądało, można zobaczyć tutaj.

Cały Ratusz Piłata widziany z boku Ratusz Piłata z jego balkonem Ratusz Piłata ze schodami

Następnym miejscem, które powinienem zobaczyć to będzie pałac Heroda, który jest oddalony o znaczny kawałek drogi. Tak jest napisane w ewangelii, że Piłat odesłał Jezusa do Heroda, a ten ponownie odesłał go do Piłata. Tak i ja postąpiłem.

Pałac Heroda

Jedno zdjęcie daję, bo wszystkie wejścia do pałacu były zamknięte. Postałem chwilę i wróciłem się do pałacu Piłata. Tym razem przeszedłem schodami i wszedłem do wnętrza pałacu. Strasznie tu pusto było i ciemno.

Główna brama Pałacu Piłata Schody do pałacu Piłata

Z Ratusza Piłata, udałem się do Kaplicy Włożenia Krzyża. Niestety nie mam fotki budynku z zewnątrz. Nie wiedzieć czemu, nie zrobiłem. Bardzo dziwne. Za to zrobiłem przypadkiem z balkonu Piłata oraz jedno wewnątrz. Powiem tylko tyle. Wnętrze jest bardzo zniszczone i niewiele się tu zmieniło od ostatniej mojej wizyty.

Widok na Kaplicę Włożenia Krzyża z balkonu Pałacu Piłata Wnętrze Kaplicy Włożenia Krzyża

Kolejne kapliczki znajdują się obok siebie bardzo blisko, przez co nie trzeba się dużo nachodzić. Tak więc odwiedzamy po kolei, Kaplicę Pierwszego Upadku, następnie Kaplicę Serca Maryi, a jako ostatnią, Kaplicę Cyreneusza.

Kaplica Pierwszego Upadku Kaplica Serca Maryi Kaplica Cyreneusza

Do Kaplicy św. Weroniki prowadzi dość szeroka droga. Więcej nie trzeba mówić.

Kaplica św. Weroniki Szeroka droga. Na końcu Kaplica św. Weroniki.

Następnym obiektem, jest Kaplica Drugiego Upadku. Zastanawiam się tylko, dlaczego ten budynek wyszedł taki krzywy?

Droga do Kaplicy Drugiego Upadku Kaplica Drugiego Upadku Wnętrze Kaplicy Drugiego Upadku

Idąc dalej niewielkim zboczem, dotarłem do Kaplicy Płaczących Niewiast, gdzie spędziłem nieco czasu na oglądaniu widoków, a to za sprawą dwóch pielgrzymek, które dotarły tu wcześniej ode mnie.

Kaplica Płaczących Niewiast Wnętrze Kaplicy Płaczących Niewiast

Po nabraniu sił przed mającą mnie czekać wspinaczką, na bardzo strome wzniesienie, na którym stoi Kościół Trzeciego Upadku, wyruszyłem w drogę. Myślałem, że to zbocze po prostu pokonam jednym skokiem. Tak jednak nie było. Ledwie zipałem po dotarciu.

Strome podejście do Kaplicy Trzeciego Upadku Połowa podejścia za mną Już niewiele i będę na miejscu
Ołtarz w Kaplicy Trzeciego Upadku Organy w Kaplicy Trzeciego Upadku Kaplica Trzeciego Upadku, kiedy ją opuszczałem

Wprawdzie podejście nie jest jakieś zbyt długie, ale bardzo strome. Nieźle się zmachałem. Za to mam małą satysfakcję, bo młodsi „padali” po drodze, więc nie jestem jeszcze takim strasznym dziadkiem. Z tego miejsca, jest kolejne podejście. Już nie takie strome, ale jest. Na drodze znajduje się Kaplica Obnażenia.

Wejście do Kaplicy Obnażenia Wnętrze Kaplicy Obnażenia Kaplica Obnażenia widziany z góry

Znowu zboczyłem z trasy, aby pokazać obiekt towarzyszący. Tym razem jest to Pustelnia św. Heleny z Kaplicą Znalezienia Krzyża. Jak widać, pustelnia jest czynna i faktycznie ktoś w niej mieszka. Niestety, jak większość kapliczek, tak i ta była zamknięta.

Pustelnia św. Heleny Drzwi do pustelni

Po powrocie na dróżkę, kolejno mamy Kościół Ukrzyżowania.

Kaplica Ukrzyżowania Ołtarz główny Kaplicy Ukrzyżowania Jeszcze raz Kaplica Ukrzyżowania

Kaplicę Namaszczenia.

Kaplica Namaszczenia

I Kaplicę Grobu Pana Jezusa.

Kaplica Grobu Pana Jezusa

Zanim zakończyłem wędrówkę dróżkami Pana Jezusa, postanowiłem odnaleźć pustelnię św. Magdaleny. Poprzednio nie udało mi się tego zrobić, to dlaczego nie zrobić to dzisiaj. Odnalazłem drogę i dotarłem. Nie spodziewałem się tego, co zobaczę. Czy trzeba coś mówić patrząc na te obrazy? Szkoda.

Pustelnia św Magdaleny Pustelnia z drugiej strony Wejście do pustelni

I to prawie wszystko. Musimy jeszcze tylko zejść dość stromym zejściem, aby trafić na miejsce, skąd wyruszymy na kolejną wyprawę. O tym jednak za chwilę, bo musimy zebrać nieco sił, a nogi zaczęły boleć.

Schodzę w dół Właśnie zszedłem niżej

Właściwie to już miałem zrezygnować z dalszej wędrówki, bo od godziny słychać było nadchodzącą burzę, a większość turystów wyjechała w pośpiechu, to co miałem niby robić. Po odczekaniu około pół godziny w pobliskiej kafejce, doszedłem do wniosku, że trzeba być twardym i się nie poddawać byle odgłosom. Postanowiłem więc zaryzykować i przejść dróżkę Matki Bożej. Parasola wprawdzie nie miałem, płaszcza przeciwdeszczowego też nie, ale za to chęci do wędrówki ogromne. No to wyruszyłem. Oczywiście obiekty, które są wspólne, a które były już pokazywane, nie będę wstawiał ponownie, bo nie ma to sensu. Pokażę tylko te, których do tej pory nie było.
Zaczynamy od małego postoju na murku, przy drodze „na tyłach” bazyliki. Widać tu wyraźnie podest, na którym stałem, zaczynając poprzednią wędrówkę.

Platforma, na której stałem na początku

Zaraz po lewej, jest Kaplica Matki Bożej Bolesnej, a właściwie zewnętrzne mury tejże kaplicy.

Za murem jest kaplica Matki Bożej Bolesnej

Nim wyruszę na dróżki Maryi, pokazać wypada wotum wdzięczności Anny i Katarzyny, z 1890 roku.

Pomnik z 1890 roku Wejście na Drużki Matki Bożej

Następnie zatrzymujemy się na chwilkę, przy elementach wspólnych obu dróżek. Takich jak już przedstawione. Są to w kolejności: Kaplica Grobu Pana Jezusa, Kościół Ukrzyżowania, Kaplica Obnażenia, Kościół Trzeciego Upadku, Kaplica Drugiego Upadku, Kaplica Serca Maryi. Po nich dotarłem do Kaplicy Omdlenia Matki Bożej.

Kaplica Omdlenia Matki Bożej Kapliczka z bliska

Po chwilowym wytchnieniu i zadumie, dotarłem do Wieczernika, oraz Domku Matki Bożej, który jest najdalej na południe wysuniętym elementem dróżek. Burza zaś która od jakiegoś czasu mnie straszyła, jakby się schowała i czekała na dalsze wydarzenia.

Po prostu Wieczernik Domek Matki Bożej

Pooglądawszy to, co było do oglądnięcia, ruszyłem w dalszą drogę, szeroką i skoszoną, z ogromną gamą zapachów świeżo skoszonej trawy, do kolejnego obiektu na tej dróżce, czyli Kaplicy Aniołów.

Szeroka aleja Kaplica Aniołów Wnętrze Kaplicy Aniołów

Tuż za Kaplicą Aniołów znajduje się Kaplica Uwielbienia Duszy Maryi.

I znowu szeroka aleja Kaplica Uwielbienia Duszy Maryi Wnętrze tej kaplicy

Po kilkuminutowej wędrówce, trafia się na Kaplicę Zgromadzenia Apostołów, za którą to, jest boisko piłkarskie.

Kaplica Zgromadzenia Apostołów Wnętrze Kaplicy Zgromadzenia Apostołów

Niedaleko od tej kaplicy, ponownie przechodzimy obok wzgórza, na którym znajduje się Betsaida, oraz musimy przejść przez Bramę Wschodnią. A tę jak najbardziej pokażę, gdyż z tej strony, jeszcze jej nie widzieliśmy.

Betsaida na wzgórzu Brama Wschodnia z drużki Matki Bożej

Po czym przez most na Cedronie, udajemy się drogą asfaltową, do Kaplicy Żydowin. Kaplica wybudowana w 1887 roku... By się więcej dowiedzieć na jej temat, zapraszam na oficjalną stronę.

Asfaltowa droga to też dróżka Kaplica Żydowin Wnętrze Kaplicy Żydowin

W dalszej wędrówce ponownie trafiamy na: Kościół Grobu Matki Bożej oraz Kaplicę Pożegnania. Następnie przechodzimy przez Most Anielski i mijamy Kaplicę św. Jana Nepomucena, by trafić na Kaplicę Apostołów Triumfujących i napawać się przepięknym widokiem gór i dolin. Ech... Kończąc ten spacer, ostatnim mało stromym podejściem zbliżam się nieuchronnie do końca.

Kaplica Apostołów Triumfujących Widok podczas wędrówki Ostatni długi fragment dróżki

Jednak pierwszą czynnością przed końcem wędrówki, będzie odwiedzenie Kaplicy Weselących się Patriarchów, oczywiście nieustanne podziwianie widoków, a także odwiedzenie przedostatniego obiektu na trasie, czyli Kaplicy Umieszczenia Tronu, która znajduje się już na drodze głównej, prowadzącej do bazyliki.

Kaplica Weselących się Patriarchów Wnętrze Kaplicy Weselących się Patriarchów Widoczek koło kaplicy
Kaplica Umieszczenia Tronu Wnętrze Kaplicy Umieszczenia Tronu Widok podczas wędrówki

A po przejściu kilkudziesięciu metrów, wchodzimy na plac przed bazyliką. Bo ostatnią stacją drużek Matki Bożej, jest właśnie sama Bazylika. I tam właśnie zakończyłem bardzo pracowity dzień.

Brukowana alejka z ławeczkami

Właściwie to koniec tej wędrówki. Chociaż nie do końca. Wprawdzie zmęczony byłem dość mocno, bo było bardzo ciepło i strasznie parno, a pogoda straszyła na każdym kroku, to na koniec po wyjściu z bazyliki, już na schodach, natura podarowała mi przepiękne widoki. I znowu niestety, nie wyszły zdjęcia tak, jak to wyglądało w naturze. A szkoda.

Widok ze schodów bazyliki w lewo Widok ze schodów bazyliki na wprost Widok ze schodów bazyliki na prawo

Nigdy chyba tak nie jest, żeby człowiek był zadowolony. Tak jak ja w tym przypadku. Zdjęć „napstrykałem” bardzo dużo, a wybrać musiałem tylko kilka. No, ale jakoś wypada zakończyć tę bardzo długą prezentację. Ogólnie rzecz ujmując, powiem tak. Jestem zadowolony, że dokonałem takiego wyboru. Jan Paweł II miał rację, gdy mówił, "tu człowiek odnajduje się na nowo". Nie wiem, czy to dokładnie tak powiedział, ale sens jest taki właśnie. Niektóre rzeczy „zgrzytają”, ale większość jest taka jak trzeba. Mam nadzieję, że Kalwaria nie stanie się „maszynką do robienia pieniędzy”, ani też „cukierkowym” miejscem. A mówiąc w skrócie. Kto nie był nigdy w Kalwarii, niech jedzie szybko. Zresztą to tylko 130 km od Tarnowa. A kto był, też niech jedzie. Bo nie ma to, jak spacer w otoczeniu pięknych widoków. Zapewne, gdybym przyjechał w inny dzień, to i wędrówka byłaby zgoła inna. Inne światło słońca, inny wiatr, inna pogoda. Ta akurat, która była, bardzo mile mnie zaskoczyła. A może tak miało być? ...


Do zobaczenia niebawem. Na dróżkach Kalwaryjskich, oczywiście.




Pozdrawiam serdecznie. Wasz sprawozdawca.



.