Kalwaria Pacławska

Pierwszy wyjazd






Znowu w tym roku pojechałem do Kalwarii. ( 9.08.2009 ). Tym razem, nie jest to Kalwaria Zebrzydowska, którą to ostatnio odwiedziłem, lecz jest to Kalwaria Pacławska, którą obiecywałem odwiedzić jeszcze w tym roku. Kalwaria Pacławska oddalona jest około 22 kilometry od Przemyśla na południe, niedaleko granicy z Ukrainą. Pojechałem tam, bo usilnie do tego byłem namawiany przez wiele osób. Przygotowując się do tego wyjazdu, odwiedziłem oficjalną stronę sanktuarium, pamiętając też o bardzo krótkim epizodzie, kiedy byłem tam króciutką chwilę przejazdem, przy okazji pobytu w Przemyślu. Wtedy widziałem zaledwie to, co znajdowało się w okolicy samego klasztoru, a mnie najbardziej zależało na przejściu tamtejszymi drużkami. Bo właśnie o takie spotkanie z tego typu miejscami tutaj chodzi. Chodząc od stacji do stacji, można podziwiać przyrodę, można spotkać ludzi, można zastanowić się nie tylko nad światem, ale przede wszystkim nad sobą... Wiem, wiem. Zaczynam nudzić i filozofować, ale ja właśnie lubię chodzić po takich i podobnych miejscach. No i tu, już na wstępie, otwarcie powiem, że Kalwaria Pacławska naprawdę mnie zaskoczyła. Po pierwsze. Nie jest, że tak powiem, „cukierkowa”. Tu są naprawdę „dzikie” tereny, w niewielkim stopniu naruszone przez człowieka. Po drugie. Całość drużek to naprawdę kilka kilometrów spaceru, raz w górę, raz w dół. Czasami po bardzo stromych zboczach. Po trzecie. Spokój. Okropnie tu cicho i spokojnie. Chociaż taki spokój może być złudny. Np. Spory odcinek drogi w jednym miejscu zryty był przez dziki. Po czwarte. Nigdzie w pobliżu kapliczek, nie znajdziesz tu człowieku domów i straganów. Jak już pójdziesz w drogę, jesteś zdany na siebie i ewentualnie na innych turystów, których prawie nie widziałem. Jakby na to wszystko nie patrzeć, powiem tak. Wspaniała wyprawa! Wprawdzie trafiłem na okres przygotowań do Wielkiego Odpustu Kalwaryjskiego i w co najmniej jednej kaplicy nie mogłem za wiele poszaleć z aparatem, to mimo wszystko, ludzi było jak na lekarstwo. Dziwne, bo przecież mamy dzisiaj niedzielę i ładną pogodę. Czegóż można chcieć więcej? Myślę, że położenie Kalwarii, tuż przy granicy z Ukrainą oraz stosunkowo trudny dojazd sprawiło, że „mamona” jeszcze nie zdążyła zepsuć tego miejsca. I oby tak zostało. Może jednak zacznę coś pisać konkretnego, bo zebrałem tu rekordową ilość zdjęć. Jest ich 99. Dlaczego tak dużo, wyjaśni się nam w trakcie. Zapraszam serdecznie.
Do Kalwarii Pacławskiej zajechałem wcześnie rano. Oczywiście jak to gapa, zapomniałem zabrać ze sobą mapy, zakupionej poprzednim razem. Kupiłem więc nową, a przy okazji dowiedziałem się nieco więcej na temat dróżek. Postanowiłem wtedy, że ta wycieczka, będzie jak gdyby, wypadem rozpoznawczym co i jak. Poranny chłód przechodził powoli do historii, a słoneczko rozpoczęło dostarczać ziemi swój ogień, więc jest to najlepszy moment na wyruszenie w drogę. Jeszcze może małe wyjaśnienie. W Kalwarii Zebrzydowskiej, wytyczone są dwie drużki. Tutaj jest ich cztery. Najdłuższa i najbardziej pokręcona, to Dróżka Pana Jezusa. Druga pod względem długości to Drużka Matki Bożej Bolesnej. Najdalej położony obiekt, który odwiedziłem tym razem, znajduje się prawie 2,5 kilometra w linii prostej od kościoła i klasztoru. Nie badałem ile kilometrów mają wszystkie drużki, ale sporo, bo nogi bolały i do tego, trzeba by dodać kilometr drogi dodatkowo, gdyby komuś nie chciało się umoczyć nóg w „Cedronie”. O tym nieco później. Ja poszedłem tak, aby zobaczyć wszystkie obiekty Kalwarii, bez wyróżniania którą drużką akurat idę. Zaczynamy więc naszą wędrówkę. Na początek idziemy asfaltową drogą od klasztoru, którą tu właśnie przyjechałem. Właściwie to jest ścieżka, bo dwa samochody osobowe ledwo się na niej mijają. Droga jest bardzo stroma i kręta.

Po wyruszeniu na dróżki

Pierwszym napotkanym obiektem, jest Kaplica św. Michała. Widać, że mieszkańcy mający swoje domostwa obok, dbają o ten obiekt. W porównaniu do innych kapliczek, jest wyjątkowo zadbany.

Kaplica św. Michała

Następny etap wędrówki, to półkilometrowy marsz przez las drogą asfaltową, ażeby dotrzeć do dwóch obiektów położonych obok siebie. To zdjęcie, zrobiłem ze wzniesienia przy drodze, będącym zwałem ziemi o dość znacznej wysokości.

Droga widziana ze wzniesienia

Po chwili opuszczam powoli wygodną drogę asfaltową, poruszając się ścieżkami ziemno-błotnymi, docieram do pierwszego obiektu na dróżkach, którym jest pałac Kajfasza. W jego podziemiach, znajduje się studnia z wodą, a która podobno, ma cudowne właściwości. Niestety. Nie wiem dlaczego, ale nie mam zdjęcia tego obiektu z zewnątrz. I jest to co najmniej dziwne. Wydawało mi się, że robiłem zdjęcia. Trudno. I tak się jeszcze tu zatrzymam w drodze powrotnej, to może wtedy zrobię jakąś fotkę. Cóż, nie mam zdjęcia zewnętrznego wyglądy kaplicy, za to mam zdjęcie jej wnętrza. Drugą kapliczką leżącą nieopodal, jest Kaplica zaparcia się Piotra.

Wnętrze pałacu Kajfasza Kaplica Zaparcia Się Piotra

Dosłownie kilka kroków dalej, idąc po ogromnym błocie, znajduje się Wieczernik. Nie mam pojęcia dlaczego, ale w ogóle wszystkie kapliczki Pacławskie, są takie jakieś, małe. Tylko, czy na pewno o rozmiary tu chodzi?

Wieczernik z zewnątrz Wnętrze Wieczernika

Zaledwie około 200 metrów dalej, znajduje się Domek Matki Bożej. Tu niestety, straciłem ponad pół godziny, na poszukiwanie dalszej drogi. Oj, gdzie ja nie byłem, żeby znaleźć właściwą drogę, to szkoda opowiadać. Mam nawet zdjęcia, lecz nie są kompletnie związane z tematem, to ich nie pokarzę. Mogę jedynie zdradzić, że las za kaplicą, skrywa ciekawe rzeczy. Kto tam będzie niech poszuka.

Na wzgórzu Domek Matki Bożej

Poszukując dalszej nitki dróżek, okazało się, że, mapa narysowana jest bardzo dziwnie. Wyraźnie widać, że trzeba iść tuż obok tejże kaplicy, a w rzeczywistości trzeba się wrócić, mniej więcej do miejsca gdzie było robione poprzednie zdjęcie, po czym należy pójść w prawo, w coś, co raczej ścieżki nie przypomina. Dopiero po około 20 metrach, w gęstych zaroślach, można zauważyć znaki na drzewach. Przemierzając kolejny raz gęsty las, dochodzę do dwóch drewnianych kapliczek, położonych niedaleko jednego z punktów widokowych. Pierwsza z kapliczek to Pożegnanie z Apostołami, a druga Zaśnięcie Matki Bożej.

Drużka prowadząca przez gęsty las Kaplica Pożegnania z Apostołami Kaplica Zaśnięcia Matki Bożej

Nieco później okazało się, że przeoczyłem jedną z kaplic, a mianowicie U Annasza. Ta kapliczka znajduje się głęboko w lesie i z tego miejsca trzeba by się wrócić, nie było już sensu tego robić. Za to jak się odwrócić od kapliczek, to za plecami mamy piękny widok. Jest to bowiem również punkt widokowy. Niestety aparat nie oddaje tego, co tu widać. Naprawdę piękne widoki.

Widok z punktu widokowego na lewo Nowosiułki Dydyńskie w dole Widok na prawo. Z lewej Nowosiułki Dydyńskie

Po nacieszeniu się tymi widokami, stromym zejściem dochodzimy do kolejnej Kapliczki. Ma dość długą nazwę: Obecność Pana Jezusa przy zaśnięciu Marii Niestety, ale nie było możliwości zrobienia lepszego zdjęcia. Głównie przez krzaki i drzewa, ale też ze względu na swoje położenie, którym jest bardzo strome zbocze. Dalsza część dróżki prowadziła właśnie tym stromym zboczem.

Kawałek stromego zejścia Kaplica pod nazwą Jezus przy zaśnięciu Marii Jeszcze bardziej strome zejście

Po zejściu w dolinę rzeki Wiatr, zwanej też Cedron, idziemy po bardzo płaskim terenie, podziwiając ładne krajobrazy, a także np. obiekt zwany Słup Graniczny. Nie mam pojęcia, po co go tutaj postawiono. No cóż. On stoi, za to my, idziemy dalej.

Widoczek już na dole Dziwna kolumna. Granice.

Naszą wędrówkę po drużkach Kalwaryjskich zatrzymuje płynąca w poprzek rzeczka Wiatr, a właściwie to „Cedron”. Wypada wyjaśnić sprawę mostu na tej rzeczce. a właściwie to nie ma za bardzo co pisać, bo takowego nie ma w tym miejscu, gdzie prowadzą dróżki. Aby przejść na drugą stronę rzeki, trzeba albo iść pół kilometra do mostu w Nowosiółkach Dydyńskich, albo przejść przez rzekę wpław, jak to widziałem na zdjęciach z wielu uroczystości, które tędy chodzą co roku. Można też iść na most w Huwnikach, ale to też około pół kilometra. Ja wybrałem opcję drugą. Nie chciało mi się robić, dodatkowy kilometr drogi, nie licząc powrotu. Niestety, zdjęć z przeprawy nie mam, bo byłem zajęty samą przeprawą. I żeby tego było mało, jak na ironię, wybrałem najgorszy odcinek na przejście. Cóż. Wystarczyło się nieco zastanowić, a nie iść na żywioł. Suma, summarum, dotarłem do kolejnej kapliczki, którą jest Krzyż na Cedronie. Przyznam, że ciekawa budowla, a nawet w swej prostocie intrygująca. Na drugim zdjęciu, widać miejsce przeprawy. Gdybym przeszedł rzeczkę w miejscu gdzie robię zdjęcie, byłbym mniej zmoczony. Nie ma co się zbyt rozwodzić. I tak zrobiłbym to ponownie.

Kapliczka Krzyż na Cedronie Widok na Cedron

Po przeprawieniu się na drugą stronę, udałem się do widocznej na pierwszym planie, Bramy Południowej. Nie wiem kto rysował mapy, ale mam nadzieję, że nie wprowadzał celowo zamieszania. To, co jest na mapie, nie odpowiada kompletnie temu, czym jest w rzeczywistości. Ta mapa powinna się nazywać „poglądową”. No cóż, mam, jaką mam. W każdym razie znowu pobłądziłem. Na znalezienie właściwej drogi straciłem sporo czasu. Okazało się, że trzeba było wyjść na drogę asfaltową, skręcić w prawo i po przejściu 100 metrów, dobrze spoglądać w zarośla po lewej stronie drogi, gdzie była ledwie widoczna w zaroślach, bardzo zniszczona, tabliczka informująca o drodze. Na ostatnim zdjęciu, widać górę, z której przyszedłem.

Widok na dwie budowle w pobliżu mojego kluczenia Asfaltowa droga, którą należy przejść Wzgórze, na którym stoi bazylika w Kalwarii

Po dość ciężkiej wspinaczce, doszedłem do Kaplicy Pogrzebu Matki Bożej. Napisałem ciężkiej, bo ziemia była tu bardzo mokra i okropnie śliska. No i jeszcze wręcz zmasakrowana przez dziki. Istne bajoro. Miejscami było naprawdę bardzo stromo i ślisko. Tam napotkałem jedynych turystów na całym szlaku. Więcej było ich jedynie przy kapliczkach leżących niedaleko klasztoru, gdzie drogi są w dużo lepszym stanie.

Kaplica Pogrzebu Matki Bożej Ta sama kaplica i jedyni turyści, których tu spotkałem

Dalsza droga była dużo lepsza. Nie trzeba było już tak walczyć z grawitacją. Wszystko inne pozostało. Może tylko śladów po dzikach jakby mniej było. Ścieżka ta doprowadziła mnie do dwóch kolejnych kapliczek, położonych „prawie” najdalej od klasztoru. Są to, Ogrójec i Pojmanie Pana Jezusa.

Kaplica o nazwie Ogrójec Kaplica Pojmanie Pana Jezusa

Napisałem „prawie”. Bo taka prawda. Jest jeszcze jedna kapliczka, Wniebowstąpienie, której pomimo usilnych poszukiwań drogi, nie udało mi się odnaleźć. Z map satelitarnych, znalezionych w internecie, określam jej położenie na około 1 kilometra, od miejsca gdzie stoję i robię poniższe zdjęcia. Są to widoki zrobione na polanie, znajdującej się tuż za kapliczkami. Pokazują kolejno, wzniesienie gdzie jest klasztor. Wiem, że nie widać. Na zbliżeniu za to już widać. I nie jestem pewien, ale widoczna miejscowość to najpewniej są Huwniki.

Widoczek na Kalwarię Pacławską Na zbliżeniu widać ją wyraźnie Widok na Huwniki ze wzniesienia

Teraz nie pozostaje nic innego, jak zejść w dół, by dotrzeć do Grobu Matki Bożej. Chciałem pokazać nie tylko budynek, ale też wnętrze. Ze względu na przygotowania do uroczystości, mających się odbyć za tydzień, nie mogłem praktycznie robić zdjęć. Zbyt dużo ludzi krzątało się koło figury Matki Bożej, a na zewnątrz stała ogromna masa samochodów. Za to, udało mi się zrobić kilka fotek wnętrza, z których wybrałem obraz ołtarza i sklepienia kaplicy.

Ołtarz w Kaplicy Grób Matki Bożej Kopuła sklepienia Grobu Matki Bożej

Na więcej nie było możliwości. Poza pierwszym zdjęciem poniżej, na którym widać dolinę rzeki Wiatr. Kiedy już zrezygnowałem z okazji na uchwycenie ciekawej fotki i poszedłem w dalszą drogę jak na ironię, spora część samochodów odjechała. Wracać mi się nie chciało, więc z drogi zrobiłem jeszcze kilka ujęć.

Widoczek po wyjściu z kaplicy Kaplica Grobu Matki Bożej widziana z dróżki I jeszcze jeden widok na Grób Matki Bożej

W drodze powrotnej nad rzeczkę trafiam na dwie bramy. Czyli Bramę Wschodnią i Bramę Południową. Stoją w niewielkiej odległości od siebie, więc zrobiłem im wspólne zdjęcie. Zresztą, obie wyglądem niewiele od siebie się różnią, to i nie było sensu robić osobnych fotek.

Brama Wschodnia Brama Południowa a dalej Brama Wschodnia

Kiedy dotarłem nad brzeg rzeki, okazało się, że najlepszym przejściem przez nią, jest przeprawa właśnie w miejscu gdzie stoi Brama Wschodnia. Wprawdzie drugi brzeg nie wyglądał rewelacyjnie, to znaczy był stromy i urwisty, ale jak się już tam dostałem, okazał się stosunkowo prosty w pokonaniu. No dobrze nie będę zwodził. Zrobiono mi zdjęcia podczas tej przeprawy i się nie wymigam. Zostałem wręcz zmuszony do pokazania wybranych. Jedyna okazja, aby zobaczyć bazgrolącego te teksty. Ech... Woda w rzece była zimna, a dno śliskie jak... Tego słowa nie użyję. Za to po przeprawie, gdy włożyłem buty, o jakie cieplutko było w nich. No nie do wiary.

Uciekający admin Pozorant, jakich mało ;)

Aby dotrzeć do kolejnej kapliczki, trzeba przejść przez mocno zarośniętą ścieżką na tak zwanego czuja. Tu nie ma żadnego znaku wskazującego drogę. Jedynie co nieco podpowiadała mapa, a resztę znalazłem w wysokiej trawie, jako pozostałość po jakiejś ścieżce. Idąc tak sobie i oglądając się za siebie, zrobiłem kilka zdjęć.

Daleko widoczna Kaplica Grobu Matki Bożej Ot taki widoczek pola

I ponownie wchodzimy do lasu, a właściwie to, do Rezerwatu Przyrody Kalwaria Pacławska, bo taką nazwę nosi rezerwat. Trzeba mu przyznać, że zasługuje na taką nazwę. Ogromne drzewa robią i wrażenie i atmosferę. Jest tu stosunkowo ciemno i bardzo wilgotno. To, co najdziwniejsze, to przy takiej wilgoci, jaka tu panuje, nie ma komarów ani innego „zgryźliwego zwierza”. Bardzo ciekawe. Idę więc i idę, trafiając na kolejną kapliczkę, która nosi nazwę Wniebowzięcie NMP. Widać, że na potrzeby nadchodzących uroczystości, ktoś nieco zadbał wygląd tego miejsca. No, ostatecznie jesteśmy na szlaku Drużek Matki Bożej Bolesnej, a za tydzień przechodzić tędy będą tłumy. Tak myślę. Nieopodal znajduje się kolejna kapliczka, Matka Boża po prawicy Syna. Jeszcze dalej, znajdziemy kolejny słup graniczny. Po co one tu są? Nie mam pojęcia.

Kapliczka Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Kapliczka, Matka Boża po prawicy Syna Kolejny słup graniczny

Od tego słupa granicznego, po niezbyt stromej zboczu, wychodzi się na polanę, gdzie na wprost widzimy Kaplicę Ukoronowania NMP, a na skraju lasu, tuż po lewej stronie, znajduje się Kaplica Heroda.

Wyjście z lasu. W tle Kaplica Ukoronowania Najświętszej Marii Panny Kaplica Heroda Kaplica Heroda i turystka

Pierwsze z poniższych zdjęć to Kaplica Ukoronowania NMP. Tak się składa, że powinno być ostatnim zdjęciem w trakcie wędrówki po tym terenie. Bo właśnie za tą kaplicą, znajduje się droga prowadząca do klasztoru. Czyli, tędy będziemy wracali. Drugie zdjęcie to Kaplica św. Weroniki. Ta znowu, znajduje się na drodze do szeregu kaplic, położonych blisko siebie.

Kaplica ukoronowania NMP Kaplica św. Weroniki

I tak od Kaplicy św. Weroniki, schodzę łagodnym zboczem, do... Powiedziałbym, całego kompleksu kaplic położonych na dość rozległej polanie. Podobnie wygląda to w Kalwarii Zebrzydowskiej. Widać taki układ jest najlepszy.

Zbiór wielu kapliczek

Zwiedzane rozpocznę od najbliżej położonej, czyli Kaplicy Szymona Cyrenejczyka. Wiem, że powinienem to zrobić chronologicznie, ale jak już pisałem, jest to wyprawa poznawcza. Może kiedyś uda mi się pokazać wszystkie dróżki tak, jak zostały wytyczone. Na dziś będzie niezbyt po kolei.

Kaplica Szymona Cyrenejczyka Wnętrze kaplicy

Następne kapliczki, do których pójdę, to Kaplica Spotkania Jezusa z Matką Bolesną, Kaplica Pierwszego Upadku oraz Kaplica Włożenia Krzyża.

Kaplica Spotkania Jezusa z Matką Bolesną Kaplica Pierwszego Upadku Kaplica Włożenia Krzyża

Następnie poszedłem do dwóch nierozłącznych elementów, którymi są Schody Pokutne zwane Gradusy, na końcu których stoi Pałac Piłata. Kiedy tak na te kaplice patrzę, to wydaje mi się, że są jakieś takie... Małe. Jednak to jest moje zdanie, a poza tym, czy tu o wielkość chodzi? Dziwnym było też to, że wszystkie napotkane do tej pory kaplice, były otwarte. Ta zaś, była zamknięta. Jedynie otwarte były jakby piwnice pałacu. Wszedłem tam i zrobiłem fotkę.

Pałac Heroda ze schodami pokutnymi Wejście na schody pokutne Wnętrze Pałacu Piłata

Ostatnim elementem do pokazania w tym „kompleksie”, jest drewniana kaplica o nazwie U Prokli. Dla niewtajemniczonych i tych, co nie wiedzą. Prokla to żona Piłata. Tu mamy samą kaplicę, jak i wnętrze.

Kaplica, U Prokli Wnętrze kaplicy

Tak oto zwiedziłem większą część drużek. Pozostało jeszcze wejść, naprawdę stromym podejściem, na wzniesienie gdzie stoi klasztor. Mniej więcej w połowie tego podejścia, znajduje się kaplica Trzy Maryje. Trzeba tu było odsapnąć, bo nie tylko jest tu stromo, ale było strasznie parno. Naprawdę ten rezerwat jest niesamowity i zaskakujący.

Widoczna stromizna prowadząca do Kaplicy Trzy Maryje Kaplica Trzy Maryje z bliska

Kiedy ma się już dość wspinania i upału, a nasza męczarnia na stromym podejściu wydaje się nie mieć końca, nagle zaczęło mocno świecić słońce. Nie dlatego że chmury ustąpiły, tylko wreszcie zaczęło robić się płasko i wyszedłem z lasu. Od razu też można podziwiać przepiękne tereny wokół rezerwatu oraz dostrzegam kolejne obiekty do zwiedzenia.

Pierwszy widok, jaki zobaczymy po wyjściu z lasu. Nieco wyżej dostrzegam kolejne kapliczki I jeszcze jeden widoczek na zachód

Pierwszą odwiedzoną kapliczką na drodze, jest Kaplica Trzeciego Upadku. Oczywiście nadal podziwiam to, co natura przygotowała. Ja jestem zachwycony tymi widokami.

Kaplica Trzeciego Upadku Oj poleżałbym na tej łące! W tle, wzniesienie, na którym przed chwilą byłem

Następnie udałem się do Kaplicy Obnażenia, która stoi tuż przy drodze prowadzącej do klasztoru. No i nie mogłem się powstrzymać, by nie pokazać widoków rozpościerających się tuż za tą kaplicą.

Kaplica Obnażenia

Widok na południe za Kaplicą Obnażenia Na zachód też trzeba popatrzeć I na północ też warto spojrzeć

Przechodząc dosłownie kilka kroków dalej, doszedłem do Kaplicy Ukrzyżowania.

Kaplica Ukrzyżowania z zewnątrz Wewnątrz Kaplicy Ukrzyżowania

Znowu wystarczy zrobić kilka kroków i mamy Kaplicę Zdjęcia z Krzyża.

Tu Kaplica Zdjęcia z Krzyża

Tuż za nią, znajduje się Kaplica Grobu Pana Jezusa.

Kaplica Grobu pana Jezusa Sam grób Wnętrze kaplicy

W tym skupisku kapliczek, ostatnim elementem jest Krzyż, który też jest kapliczką.

Krzyż pod drzewem

W tym miejscu, nieco na uboczu, stoją jeszcze dwie kapliczki. Są to Kapliczka Matki Bożej Królowej Aniołów oraz Kapliczka Marii Królowej Wszystkich Świętych. I tam też się udałem.

Kaplica Matki Bożej Królowej Aniołów Kaplica Marii Królowej Wszystkich Świętych

I w ten sposób, doszliśmy prawie do końca wycieczki. Ostatnią kapliczką na na drodze do klasztoru jest Kapliczka Wyniesienia Marii na najwyższą godność po Bogu. Za kapliczką rozciąga się piękny widok na okolicę i nie mogłem się powstrzymać, by tego nie pokazać.

Kapliczka Wyniesienia Marii na najwyższą godność po Bogu Widok za kapliczką na północ Widok na południe

Teraz pozostaje iść utwardzoną drogą, w kierunku kościoła i klasztoru. To już koniec dalekiego wędrowania. Poniżej mamy obraz bramy wejściowej, widocznej z drogi dojazdowej. Cała dotychczasowa wędrówka rozpoczęła się właśnie od tego miejsca.

Główna brama wejściowa do klasztoru

Właściwie można by zakończyć opis całej wycieczki w tym miejscu, gdyby nie to, że zostały nam do zobaczenia jeszcze cztery obiekty. Zostawiłem je na koniec, tylko ze względu na ich położenie. Znajdują się w pobliżu samego klasztoru. Jest to Kaplica św. Rafała z jego wnętrzem i Kaplica św. Gabriela.

Kaplica św. Rafała Wnętrze kaplicy św. Rafała Kaplica św. Gabriela

Zanim wyruszę w dalszą drogę, by pokazać ostatnie obiekty, udałem się na platformę widokową. Jest nią wieża drewniana o nieznanej mi wysokości. Tak na oko to ze cztery piętra będzie miała. Widoki z niej były, piękne. Długo tu stałem. Wiatr kołysał całą konstrukcją, więc spora ilość ludzi nie wychodziła na samą górę. Naprawdę piękne widoki.

Za zielonym lasem jest już Ukraina Góry po Ukraińskiej stronie Widok na kaplice, które odwiedziłem

Tak sobie to oglądam i nadal przeżywam... Nie ma na co czekać. Trzeba udać się do kolejnego obiektu, stojącego całkowicie na uboczu. Dostać się nie jest prosto, bo trzeba najpierw zejść kolejnym, bardzo stromym zboczem w dół, by znowu bardzo stromym podejściem, dotrzeć do Pustelni św. Marii Magdaleny. Na drugim zdjęciu podejście podczas drogi powrotnej.

Pustelnia św. Marii Magdaleny Okropnie strome podejście

Po powrocie poszedłem zwiedzić sam kościół bardziej szczegółowo. Niestety, ale w złym oświetleniu mój aparat kompletnie sobie radzi ze zdjęciami. Lampa błyskowa znajdująca się w nim, nie daje dobrych efektów, przy odległościach większych niż 4 metry. Dlatego większość fotek, nie nadaje się do pokazania. Jedynie ołtarz z obrazem, wyszedł jako tako. Chociaż ciemny.

Ołtarz główny w kościele

Po zwiedzeniu kościoła i wyjściu boczną nawą na zewnątrz, przypadkiem trafiłem na budynek, stojący w obrębie murów kościoła. Pospiesznie wyjąłem mapę i spostrzegłem, że przegapiłem jeszcze jedną, tym razem naprawdę ostatnią kaplicę. Jest to Kaplica św. Anny.

Kaplica św. Anny

I to właściwie wszystko. Wypada więc powiedzieć kilka słów na zakończenie. Uważam, że jak na pierwsze zwiedzanie, poszło to całkiem sprawnie. Nie spodziewałem się jednak, że przejście całości potrwa cały dzień. Trochę popsuła całe zwiedzanie źle zrobiona mapa. Teraz jednak, gdy tam przyjadę, może w przyszłym roku, lepiej przygotuję się na chodzenie, robiąc to przede wszystkim ze spokojem i powolutku. Na pewno trzeba przyjechać wcześniej. Na pewno przygotuję sobie trasę wcześniej, żeby nie było to wszystko takie chaotyczne. Swoją drogą, polecam to miejsce, zanim komuś przyjdzie do głowy, „upiększanie” tego wspaniałego „dzikiego” miejsca. Proszę też o wybaczenie, że cały opis jest nieco chaotyczny. Próbowałem to wprawdzie jakoś ogarnąć, ale nie bardzo mi to szło. Troszeczkę z mojej winy, bo naprawdę mam niewielki mętlik w głowie. Tempo zwiedzania było spore, brak rozeznania w terenie, mało zdjęć, nieco nerwowości, bo czas leciał bardzo szybko. Właściwie to chyba za bardzo skupiłem się na otoczeniu niż samych obiektach. I tak to wyszło, jak wyszło. Na koniec, idąc w kierunku parkingu zrobiłem to ostatnie zdjęcie.

Plac kościelny

Obiecywałem na początku, że pokażę jeszcze jeden obiekt. Już tu byłem. To Pałac Kajfasza. Jak wspominałem w jego podziemiu jest studnia. Trzeba się było zatrzymać, aby nabrać nieco wody i zabrać do domu. Oczywiście napisać też muszę, że woda była bardzo mokra i zimna. W domu butelkę wypiłem na drugi dzień.

Figura związanego Jezusa Studnia z bardzo zimną wodą

Tym razem już naprawdę koniec. Pozdrawiam wszystkich i zapraszam do Kalwarii Pacławskiej.








Wasz SSP.







.